Psychologia w internecie, rodzaje psychologii, psychologia dla każdego, dla Ciebie, jutra, na codzień, związków, skąd się bierze smutek

Forum psychologia w internecie.


#1 2012-11-03 22:28:41

pwi

Administrator

Zarejestrowany: 2010-03-23
Posty: 47
Punktów :   

Aby wprowadzić czytelnika w duchowe aspekty depresji

Artur Marino
NIEZNANY ŚWIAT DEPRESJI
W czasie trzech lat przebywania w stanie depresji poznałem dosyć dobrze wszelkie aspekty tej choroby. W okresie tym zainteresowałem się również parapsychologią, ezoteryką i wszelką tematyką wykraczającą poza jedynie materialne postrzeganie rzeczywistości. Bycie w depresji to jakby bycie w innej rzeczywistości, w innym świecie. Świat ten można opisać i podobnie jak w kwestiach z zakresu zjawisk paranormalnych napotyka się tu na podobne problemy. Ten kto depresji nie doświadczył często neguje fakt jej istnienia, tak samo jak sceptyk neguje podróże poza ciałem, czy istnienie UFO. Przy całym swym okropieństwie ta „choroba duszy” jest niezwykle ciekawa poznawczo. Chory teoretycznie pozostaje nieruchomy, ale to tylko pozory. Wewnątrz dzieje się bardzo dużo. Wracając do zdrowia czułem jakbym wracał do samego siebie z bardzo dalekiej podróży. A jaka była jakość tego powrotu? To były najwspanialsze chwile mojego życia.
    Aby wprowadzić czytelnika w duchowe aspekty depresji muszę pokrótce opisać czym jest ta choroba w jej najgłębszej postaci. Moje doświadczenie ujawniło, że społeczna wiedza na temat tej przypadłości jest niewielka, niezależnie od środowiska, wykształcenia i „horyzontów”. Największym problemem w rozważaniach o depresji jest samo pojęcie: depresja. Nazywa się tak bowiem zarówno przejściowy smutek mający swoją przyczynę bądź jej nie mający, jak i jedną z najcięższych chorób psychicznych. Depresja jest dla postronnych tym większą zagadką że, za wyjątkiem cięższych stadiów, na zewnątrz jej właściwie nie widać. Rozmawiając z pacjentem depresyjnym nawet uważny obserwator, poza smutkiem i apatią, może niczego nie zauważyć. Dzieje się tak dlatego, że chociaż ta choroba dotyka umysłu, to ten działa bez zarzutu, myśli logicznie, zachowuje pamięć przeszłości, ale przy tym wszystkim doznaje niewyobrażalnych cierpień. Zdrowy człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie depresji, bo nie jest to, tak jak może on próbować to sobie uzmysłowić, jedynie zwiększenie znanego każdemu smutku. Depresja to zupełnie inna jakość. Trudno ją opisać, bo nie ma tu punktów odniesienia. Każdy z jej aspektów jest inny, niż cokolwiek znanego, a wyobraźnia także nie jest w stanie depresji dosięgnąć. Jeśli ktoś depresji nie doświadczył, a chciałby próbować ją zrozumieć, to nie ma to szans poprzez lekturę książek osób piszących o tej chorobie nie z pozycji pacjenta. Depresja to stan psychiczny przeżywany w umyśle chorego, dlatego też najwięcej książek o depresji pisanych przez psychologów i psychiatrów nie trafia w problem. To są zimne, statyczne, opisy bardzo intensywnych stanów, tak obce, że czytając wiele z tych książek nie odnajdywałem w nich tego co w depresji najistotniejsze. Nie było w nich cierpienia do granic wytrzymałości i spłycony był jej obraz, według którego jest to choroba jak każda inna i można ją skutecznie leczyć a cała kuracja trwa do kilku tygodni. Czym więc jest depresja? Czym jest ta choroba, która karze wielu ludziom pozbawić się życia. Tego życia, jedynego które znają i które kiedyś dostarczało im przyjemności?
Jeśli miałbym powiedzieć krótko to powiedziałbym, że depresja to psychiczna tortura o jakości nie występującej w stanie zdrowia. Cierpienie w depresji jest niezależne od wydarzeń w świecie zewnętrznym. Rządzi nim tzw. rytm dobowy. Rytm dobowy to bardzo zły dzień i stosunkowo znaczna poprawa wieczorem. Depresja to rozregulowany, znikomy sen a czasem całkowity jego brak. Cierpienie w depresji jest ciągłe. Może trwać miesiącami i latami, zależnie od postępów w leczeniu, a przez chorego odbierane jest tak jakby nigdy nie miało się skończyć. Cierpienie w depresji jest dwojakiego rodzaju. Albo jest to stan lękowy, albo ból depresyjny. Jeśli jest jedno raczej nie ma drugiego, trwają na przemian dłużej bądź krócej.
    Stan lękowy to paraliż umysłu. Odczuwany fizycznie ścisk skroni jest tu połączony z wewnętrznym rozbiciem i niemożnością koncentracji na czymkolwiek. Chaosowi w głowie towarzyszy natłok myśli, których nie można powstrzymać. Przelatują one przez głowę wiele razy szybciej niż zwykłe i strasznie bolą. Myśli te to jedna ciągła chęć ucieczki. Byle gdzie, byle dalej, byle nie cierpieć. Tyle że przed tym nie można uciec. W nic nie można wejść, niczym nie można się zainteresować. Nie pomaga muzyka, film, żadna cudowna relaksacja nie jest w stanie przywrócić harmonii i spokoju w umyśle. Nie pomoże tu także pozytywne myślenie. Myślenie takie odnosi się jednak do innych niż depresyjne stanów. Może być pomocne albo przed „wykluciem się depresji” albo po wyjściu z niej. W depresji takie myślenie jest niemożliwe, gdyż nie występuje w niej element nadziei, co prowadzi do tego, że jedyne myśli, jakie powstają, są negatywne. O myśleniu pozytywnym, w przypadku depresji, możemy mówić jedynie w związku z rytmem dobowym. Może to mieć miejsce wieczorem, i tylko wtedy. Wtedy to myśli mogą być pozytywne, a nawet bardzo pozytywne, i jest to właściwe dla tej właśnie pory dnia. Panuje przekonanie, że wiara chorego w poprawę swojego stanu może mieć decydujące znaczenie dla jego wyzdrowienia, a jej brak przyśpiesza często degradację organizmu i jego śmierć. Depresja nie potwierdza tej tezy. Gdyby myśli materializowały się w ten właśnie sposób, to umarłbym już setki razy, taka ilość bowiem destrukcyjnych myśli lęgła się w moim umyśle. Nic jednak nie wskazywało na mój rychły zgon wynikły ze śmierci naturalnej, wszelkie badania okresowe były zadziwiająco dobre.
    Stan lękowy jest nieznośny ale jest w depresji coś gorszego. To ból depresyjny, zwany bólem istnienia lub bólem duszy. Jeśli jest coś najgorszego na świecie to jest to właśnie to. Psychiczne udręczenie, ćmienie w umyśle, nieznana w zdrowiu (nawet w największym smutku) tortura. To właśnie to jest depresją a nie smutek, który jest tylko zewnętrznym wyrazem choroby. Ból, który kładzie człowieka, stąd zadawane przez psychiatrów pacjentom pytanie: „czy łóżko przyciąga?” i nie pozwala mu się ruszyć. Każda upływająca sekunda jest nie do wytrzymania i dlatego niewyobrażalna dla zdrowego kwestia samobójstwa wydaje się bardzo realna. W najcięższych stanach depresji cierpienie jest tak wielkie, że wytrzymanie godziny wydaje się niemożliwe. Myśli wciąż krążą wokół tematu samobójstwa. Na zmianę tego stanu rzeczy nie ma się żadnego wpływu. Na nic zda się standardowa rada, często udzielana w dobrej wierze: weź się w garść. Tu nie można wziąć się w garść. Jak wielkie jest to cierpienie niech świadczy fakt, że włoski pisarz Primo Levi, który przeżył jaki jeden z nielicznych ze swojego transportu, pobyt w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, nie wytrzymał depresji. Jego niewiarygodne zmagania z losem opisane w „Czy to jest człowiek?”, jego siła ducha, chęć przetrwania, tutaj mu nie pomogły. Jego samobójczej śmierci bronił później również ten, który depresji dotknął – William Styron w „Dotyku ciemności” (jest to zresztą najlepszy opis depresji jaki znam).
    Reasumując nie jest depresja psychicznym dołkiem, chwilowym załamaniem, ani użalaniem się nad samym sobą. To stan lękowy, ból, ciemność i czająca się śmierć. To przebywanie całymi miesiącami w zamkniętym pokoju, w udręczeniu od którego nie można uciec nawet w sen, bo w depresji tortura jest ciągła bez tej chwili wytchnienia. To poczucie smutku, winy, beznadziei i kompletny brak sił fizycznych. To bezruch, zesztywnienie mięśni, sprawiające, że człowiek porusza się jak starzec i nie może poruszać karkiem. To wolny płytki oddech, bo nieświadomie człowiek chcąc umrzeć nie chce przedłużać  życia, a to mniejsze dostarczanie organizmowi tlenu to pewien rodzaj drogi do tego. Oto czym jest depresja.
     Ale najgorsze dopiero przed nami. Mówiłem wcześniej o innym stanie świadomości. Tym stanem jest ciemność.  Pojawia się ona wraz ze zmierzchem. Związana jest ona nierozerwalnie z bólem depresyjnym, chociaż towarzyszyć jej może także stan lękowy. Przebywanie w ciemności to bardziej przebywanie w koszmarnym śnie niż jawa. To brodzenie w ledwo rozświetlonych ciemnościach, w czarnej mgle. Świat jest nieprzyjazny wrogi i odpychający, nie żyje się a raczej przebywa w niebycie. Ludzie jawią się niczym duchy z innego świata, którego się nie rozumie, a wszelkie przedmioty wydają się przeklęte. Są jakby otoczone złą energią, bo każdy przez to, że nie potrafi oderwać od bólu, przynosi cierpienie. Odnosi się wrażenie, że wszystko wokół  to jakaś ułuda, która tak naprawdę to nie istnieje. Warunki życia są tak nieprzyjaźnie obce, że gdyby nie ludzie i przedmioty z mojego „poprzedniego życia w zdrowiu”, o którym już się w ogóle zapomniało, to straciłbym poczucie tego, że świat ten kiedyś rzeczywiście istniał.
W stanie zdrowia świat jest twardy, realny, a tutaj jest niczym hinduska maya (iluzja). Widziałem świat tak jak widzi go hinduizm, gdzie jedynie to co jest niezmienne i odwieczne (kosmiczna potęga, która czyni możliwym zaistnienie zjawiskowego świata), określa się jako rzeczywiste, natomiast wszystko podlegające przemianom, czyli mające początek oraz koniec uważa się za ułudę.
W depresyjnej ciemności świat jawi się właśnie jako taka nieistniejąca ułuda. Przemieszczanie się w fizycznie postrzeganych ciemnościach jest tak krańcowo odmienne od tego co w zdrowiu znane, że wielokrotnie myślałem, iż dosięgła mnie śmierć i znajduję się w piekle. Później, w wyniku moich studiów ezoterycznych, dotarłem do informacji, że samobójstwo niczego nie zmienia. To przed czym chciało się uciec, po śmierci istnieje nadal. A więc wedle tego komunikatu dalej byłbym w depresji. To było okropne uczucie. Od cierpienia nie można by było uciec nawet w śmierć. Samobójstwa się bałem ale jednocześnie wydawało się ono oczywistym, ostatnim objawem choroby. Ono musi nastąpić, wydaje się, że nie ma od niego odwrotu. Chory trafia do świata obcego i strasznego, zdaje on sobie z tego sprawę, ale niczego to nie zmienia. Człowiek posiada zdolność przystosowywania się do nowych warunków, jest ona nieograniczona. Depresja zdolność tę niweluje, istnieje bezustanny bunt, cierpienia nie akceptuje się jako czegoś, z czym trzeba się pogodzić i nauczyć żyć. Psychika nie jest do tego zdolna i nigdy nowej sytuacji nie zaaprobuje. Bycie w tym dziwnym, nierealnym, świecie nie wydaje się czymś mniej zrozumiałym niż życie po śmierci. Dlatego sama granica między życiem tu i życiem tam, tak wyraźna w zdrowiu, tam zupełnie się zaciera.
„Myra Have-Jones” w książce „Jak sobie radzić z depresją” zadaje pytanie, i na nie twierdząco odpowiada: Czy chrześcijanie którzy wierzą w Boga i jego opiekuńczy wpływ na życie nie są wolni od depresji? Pytanie to wydawało mi się kiedyś pozbawione sensu, ale akcentowało ono inną, nieporuszaną tu, kwestię. Ja zapytałbym: Czy chrześcijaninowi, albo szerzej wierzącemu łatwiej, czy też trudniej wybrać rozwiązanie ostateczne? Wnioskując na podstawie moich doświadczeń odpowiedziałbym, że znacznie trudniej. Dzieje się tak dlatego, iż wierzącym, przynależącym do każdej religii, religia ta zabrania odbierania sobie życia, które darowane zostało przez Boga i własną decyzją nie można go skrócić. Niewierzący nie musi zmagać się z problemem wiecznego potępienia w piekle, bądź tak jak ja to widziałem z następnymi, jeszcze gorszymi, w obliczu dokonanego czynu, wcieleniami. Jeśli nie ma życia po śmierci, a istnieje tylko to obecne, to przejście w nicość, w której nie ma nic, nie ma więc także cierpienia, to bardzo logiczne i proste rozwiązanie. Przy cierpieniu ponad granice wytrzymałości nikt nie jest w stanie wytłumaczyć choremu na depresję, że to życie ma sens. Oczywiście nie każdy niewierzący będzie chciał zakończyć życie, bo skoro tam nie ma nic to może jednak warto walczyć o życie, bo być może stan zdrowia w tym jedynym życiu które mamy, kiedyś powróci. Inna bardzo istotna sprawa to problem odpowiedzialności. Mało kto w życiu jest samotny. W każdej innej sytuacji śmierć przynosi większe lub mniejsze cierpienie rodziny, która zostaje sama ze swoim bólem i dla której ten czyn może wydawać się bardzo egoistyczny.
Jako, że ciemność zaczyna się wraz ze zmierzchem najgorsze są te pory roku o najkrótszym dniu: jesień i zima. Podczas przebywania w tym niebycie zatraca się poczucie odrębnego ja, tego samego które niegdyś potrafiło wytrzymać bardzo wiele i wciąż podnosić głowę. Ego tu nie istnieje. Nie jest się pewnym siebie, ani wyniosłym. Ego jest złamane, nic go nie interesuje, nie ma poglądów o które chce walczyć, nie dla niego są polemiki i spory. Jedynym pragnieniem w stanie bycia w ciemności jest nie cierpieć więcej. I jeśli chory nie decyduje się na rozwiązanie ostateczne, to można jedynie wyłączyć się z życia, zamknąć oczy położyć się w łóżku które przyciąga i czekać do lekkiej wieczornej poprawy.
Z zewnątrz taka nieruchomość może przywodzić na myśl pogrążenie się w medytacji. Na tym jednak zaczyna i kończy się podobieństwo. Medytacja to droga do wyciszenia emocji i poszukiwanie nowych treści wewnętrznych, które wpłyną później na jakość życia: tu i teraz, albo przyczynią się do poszerzenia wiedzy. Pozostawanie natomiast osoby pogrążonej w depresji w stanie nieruchomym i z zamkniętymi oczami co innego ma na celu. To próba ucieczki od bólu, próba odcięcia się od istnienia, które boli. W tym świecie, dla ludzi z zewnątrz, nic się nie dzieje. Ale jest inaczej. Tam dzieje się bardzo dużo.   
Jak już pisałem depresja odbiera energię życiową (prana). Jest się wtedy jak balon bez powietrza, który osiadł ma rozdartą powłokę, nigdzie już nie poleci, nie będzie się cieszyć wiatrem i pięknymi widokami. Jest się wtedy tak słabym, że problemem może być nawet trzymanie otwartych oczu. To wtedy jest zbyt duży wysiłek. Zwrot „balon bez powietrza” oddaje istotę utraty życiodajnej energii przez  tajemnicze punkty na ciele energetycznym  człowieka tzw. czakry. Owo zaburzenie przepływu energii przez ciało i jej ucieczka było dla mnie bardzo namacalne. Kiedy trafiłem na seanse akupunktury, pierwszy zabieg dał rewelacyjny efekt. Momentalnie tuż po nim odczułem przywrócenie równowagi energetycznej i przywróciło mi to stan zdrowego umysłu. Niestety tylko na kilka godzin, po których wszystko powracało do chorobowej normy. Podobne uzupełnienie „braków energii”, która po krótkim czasie znowu uciekła, odczułem po zabiegu bioterapeutycznym. Najbardziej spektakularny i niezwykły z nich miał miejsce w czasie powrotu z Indii w... toalecie na lotnisku w Bombaju w roku 1993. Wracałem wtedy, wraz z grupą  pielgrzymów, z aszramu Sathya Sai Baby. Czułem się wtedy wyjątkowo źle i poprosiłem mojego przyjaciela (obecnie jednego z najbardziej znanych polskich bioterapeutów) o pomoc. Niestety jedynym, w miarę odizolowanym i ustronnym miejscem okazała się właśnie toaleta. Nie było w niej ludzi i mój towarzysz rozpoczął zabieg. Uniósł nade mną ręce i tak trzymał przez około dwadzieścia minut. Oczy miałem zamknięte i już po chwili widziałem tę energię. Były to jakby nie oślepiające błyski, albo szukając innych określeń: wpływające niczym wijący się strumyk białe światło. Na początku nie byłem pewien, czy to po prostu nie miga świetlówka i kontrolnie parę razy otworzyłem oczy. Co było osobliwe, to zachowanie wchodzących do pomieszczenia Hindusów. Kątem oka ją widziałem. Ich reakcje były jak najbardziej naturalne. Żadnego zaskoczenia, pomieszania, czy negatywnej reakcji i komentarza na to co widzieli. Widocznie w tym bardzo duchowym kraju takie praktyki to rozumiany, i bardziej niż u nas akceptowany, element rzeczywistości. 

Depresja jest odwróceniem życia, jest pędem do śmierci. To odwrócenie normalności ujawnia się właśnie w rytmie dobowym. Wieczorem zwykle człowiek zdrowy wypoczywa przed trudami dnia, a w chorobie, w lżejszym stanie, te kilka godzin to kilka godzin normalności. Zbyt mało jednak, by zmienić coś w swoim życiu. Można się jedynie „cieszyć” z tej chwilowej przerwy, ale i tak wiadomo, że rano wszystko powróci do chorobowej normy. To w depresji jest pewne, ona o poranku nie zapomni. I znowu jest ten cały dzień zniewolenia wewnętrznym paraliżem.
Tortura przeżywania dnia wzmagana jest dodatkowo przez jeszcze jeden czynnik. Jest nim czas. Czas depresji jest czasem udręki. Chciałoby się uciec, ale nie ma dokąd. Chory jest zamknięty w pułapce bez wyjścia. Dzień jest bardzo długi, następuje osobliwa zmiana w percepcji przemijania czasu. W normalnym życiu godziny pędzą szybko, depresja zaś sprawia, że czas staje w miejscu. Im jest ona poważniejsza, tym czas płynie wolniej. W sytuacji marginalnej chory odczuwa każdy upływający ułamek sekundy, ponieważ przynosi mu on rozsadzający ból.
Wszystko, co robi człowiek w najcięższym stadium choroby, jest przez niego postrzegane jako ostatnia czynność. Każdą chwilę widzi on jako ostatnią. Ostatni raz patrzy na swoich bliskich, znajomych, swój pokój, ulubione niegdyś przedmioty, wszystko czyni po raz ostatni. Dzieje się tak dlatego, że śmierć jest przez cały czas bardzo blisko przy nim. Przez cały czas ma się świadomość tego, że nie wytrzyma się ani chwili dłużej, śmierć jest ścianą zamykającą przyszłość. Jeżeli przyjmie się w teoretycznych rozważaniach punkt zerowy i przeżyje się po nim np. dwa tygodnie, po czym spojrzy wstecz, to okazuje się, że przeżycie owych dwu tygodni było jednak możliwe i spróbować można by przyszłość wyobrazić sobie jako nieskończoną ilość takich krótkich odcinków, które będzie się w stanie przeżyć. W praktyce jednak jest to niewykonalne, przed sobą cierpiący depresję wciąż widzi bliski punkt będący końcem jego istnienia. Wybiec w przyszłość nie można ani na rok, ani na miesiąc, ani na tydzień, ani na dzień. Wizja ostatecznego załamania i samobójstwa jest ciągle w zasięgu ręki i ciągle jest klapą zasłaniającą widok na cokolwiek. 
Człowiek pogrążony w depresji jest samotny w swoim cierpieniu, opuszczony i niezrozumiany. Owo osamotnienie jest rodzajem starożytnej tragedii w której uczestniczy tylko jeden aktor. Chory jest jedynym aktorem, ale także i jedynym widzem, poza nimi nikt nie zdaje sobie sprawy z toczącego się dramatu. Takie charakterystyczne rozdwojenie typowe jest dla głębokiej depresji. Istnieją wtedy jakby dwie osoby. Jeden jest zdrowy i z zimną obojętnością obserwuje degenerację i powolną śmierć drugiego. Stoi gdzieś z boku i patrzy. Nie ma żadnych uczuć, tak jak nie ma ich drapieżnik pożerający swoją ofiarę. Zdaje się patrzeć gdzieś z boku i pytać: ile ten drugi jeszcze wytrzyma. A pyta w taki sposób, w jaki pyta się o prostą, nie istotną sprawę. Przeciwieństwem tego „analityka” jest cierpiący  „człowiek emocjonalny”. Już dużo później zdałem sobie sprawę, że to oddzielenie było bezwiednym doświadczeniem nauki Kahunów o trzech Ja człowieka. Średnie Ja (świadomość), inteligentne, podejmujące decyzje i posiadające siłę woli to był ten chory, targany nieszczęściem. Niższe Ja (podświadomość) posiadające pamięć ale nie posiadające mocy rozumowania logicznego, to był ten zdrowy, patrzący zimno i obojętnie. 
Studiując wiedzę Kahunów dotarłem do tego, co mogło być przyczyną mojej choroby. A więc  według tej wiedzy przyczyną choroby były negatywne myśli (bezsens życia, pustka), istniejące po rozpadzie mojego uczuciowego związku z drugą osobą. Wciąż pojawiające się w świadomości zapadały głęboko w podświadomość. Ta podświadomość dotarła do nadświadomości (wyższe Ja; osobowy Bóg człowieku), a ta z kolei wykreowała „czarną” rzeczywistość. W tej nowej rzeczywistości istnienie, już wtedy obiektywnie, nie miało i sensu, i na dłuższą metę nie było możliwe.
    Jak widać z powyższego ogromne znaczenie mają myślokształty wytwarzane przez człowieka. Teoria ta miała jednak swoje słabe strony. Skoro można poprzez negatywne myśli spowodować stan choroby, to logicznym się zdaje, że kodując myśli pozytywne można by powrócić do zdrowia. Niestety w drugą stronę, przynajmniej u mnie, to nie działało. W drugim miesiącu choroby przez dość długi okres czasu stosować metodę Evelyn Monaham, bazującą właśnie na kreowaniu, poprzez sugestię, stanu pełni zdrowia. Niestety praca ta nie przyniosła żadnych efektów. Z drugiej jednak strony to również wtedy, mimowolnie, bez umiaru żywiłem pragnienie by rozumieć. I owo rozumienie, moje rozumienie świata, się pojawiło.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.pomoc.pun.pl www.my-fantasy-online.pun.pl www.bigbang.pun.pl www.c-o-d.pun.pl www.sf6zakonbialegolotosu.pun.pl